Po zwiedzaniu zamku Gryf mieliśmy kierować się w stronę noclegu - agroturystyki Izerski Potok. Niestety dziwnym trafem, przed samym zjazdem do Przecznicy, jakoś tak dziwnie, niechcący, ot jakiś dziwny traf chciał, że nie przegapiłem skrzyżowanie. Starszy syn od razu zwrócił uwagę, że ominęliśmy zjazd do Przecznicy. Generalnie dziecka nie oszukasz. Próbowaliśmy grać w grę pt. "chyba coś ci się pomyliło". Staraliśmy się wmówić mu, że to nie ta miejscowość. Niestety syn nie dał się przekonać. Doskonale zapamiętał drogę powrotną do Izerskiego Potoku.
Obiecaliśmy mu, że dziś jest to już ostatnia atrakcja, jaką mamy w planach. Ale ta powinna mu się spodobać. Nie mówiliśmy mu, co jest celem. Wiemy jednak jak bardzo lubi wiatraki. Mieliśmy nadzieję, że się ucieszy.
Okazało się, że ruiny wiatraka w Grudzy nie są oznaczone jakimkolwiek drogowskazem. W miejscu gdzie należy zjechać z głównej drogi ustawiona jest zielona tabliczka prowadząca do największej gruszy. Śmieszne jest to, że mimo tabliczki jakoś tej gruszy nie widzieliśmy... Wiatrak również jest ukryty bo znajduje się za gospodarstwem, który przesłania go tak, że nie jest widoczny z głównej drogi.
Lokalizację młyna zaznaczyłem czerwonym kółkiem na mapie powyżej.
Młyn jak już napisałem stoi zaraz przy gospodarstwie. Widzimy, że oprócz kamiennej konstrukcji nic po młynie nie pozostało. Mamy jednak nadzieję, że w środku coś znajdziemy. Najmniejsze ślady po starym mechanizmie. Rozczarowujemy się.
Przez zabite deskami otwory zaglądamy do środka. Młyn wewnątrz zarasta drzewami.
Obchodzimy młyn dookoła. Widzimy jakieś wejście poniżej poziomu terenu. Mur przy którym ktoś wyrzucił jakieś siano.
Niedaleko od miejsca gdzie zaparkowaliśmy samochód widzimy niewielki cokół. Tak na początku myśleliśmy, że to co widzimy to cokół. Okazało się, że w okolicy jest ich mnóstwo i są to monumenty upamiętniające różnego rodzaju ważne wydarzenia. Doczytałem, że były to nawet i objawienia.
Tak jak opisaliśmy w poprzednim wpisie, zwiedziliśmy ruiny zamku w Rybnicy. Po zebraniu załogi do auta pojechaliśmy w kierunku Barcinka. Gdzieś na jednym z portali ze zdjęciami (chyba fotopolska.eu) przemknął mi dość ciekawy most. Stalowy, nitowany - lubię takie atrakcje, więc jedziemy tam.
Obok mostu znajduje się parking z niewielkim placem zabaw. Na przeciw mostu znajduje się sklep, w którym można nabyć bardzo dobrą kawę na wynos. Niegdyś ten budynek był karczmą sądową. Niestety, co do historii samego mostu, nie dowiedziałem się zbyt wiele. Warto jednak zobaczyć taki cud myśli inżynieryjnej. Starszemu synowi też się podobał. Zwrócił uwagę, że jest on bardzo stary, bo jest bardzo zardzewiały. Faktycznie, ma rację bo most nie tylko rdzewieje, ale i widoczne są rozwarstwione blachy...
W sumie głównym celem był pałac z XVI w. Przejeżdżamy przez most i ... widzimy kolejną ruinę. Może nie ruinę, ale zdewastowany, zaniedbany, zapomniany obiekt. Zastanawiamy się ile może wynieść koszt odbudowy takiego obiektu. Doczytałem, że w okresie "dobrobytu", pałac został przekazany pod PGR. Widać to jak na dłoni. Na terenie gdzie znajduje się pałac, są budynki już z epoki PGR, m.in. małe pomieszczenie z wagą.
Wewnątrz pałacu rosną drzewa. Nie ryzykujemy wejścia do obiektu. Kilkanaście minut oglądania i ruszamy dalej. Nie polecam zwiedzania tego miejsca komuś, kto nie lubi się bawić w ekstremalne przygody czy inne urbexy i nie ma zamiaru wejść do środka.
Jedziemy dalej... kierunek opuszczone sanatorium MSW. Nie będę uprzedzał faktów, ale nie obyło się bez przygód.
Wielokrotnie planujemy zwiedzanie. Opracowujemy plan trasy. Zbieramy prowiant. Czujemy się jakbyśmy jechali na Kilimandżaro. Potem okazuje się, że cały plan pali się na panewce. Nieaktualne informacje na stronach internetowych, karteczka "zamknięte z powodu remontu", itp.. Dlatego też, zwiedzanie opracowane w stopniu podstawowym też sprawia przyjemność i okazuje się pełne niespodzianek.
Rankiem wyjechaliśmy z Przecznicy w kierunku Międzylesia w okolicy Chromca. Celem było zwiedzanie wiatraka czy też młyna. Informacje nie precyzowały jakiego typu jest to budowla. Kilka razy spotkałem się z opisami, w których autor nazywa wiatrak młynem, a młyn wiatrakiem. Niedoprecyzowana charakterystyka, mylne nazewnictwo. Zdarza się.
Po dojechaniu do miejscowości docelowej okazało się, że droga, która do niej prowadziła jest ślepą uliczką. Trafiamy do posiadłości-gospodarstwa, na którym pracują panowie. Widać, że jest ono w trakcie remontu, ale robi wrażenie. Pytamy panów czy wiedzą coś o wiatraku. Niestety oni tu tylko pracują i nic na ten temat nie wiedzą. Zawracamy. Po raz kolejny przepiękne krajobrazy rekompensują nam stratę.
Zerkamy na listę tego co chcielibyśmy jeszcze zwiedzić. Palec wodzi po mapie i trasa ustalona. Udajemy się w kierunku Starej Kamienicy. Będziemy zwiedzać ruiny XIII-wiecznego zamku. Obiekt znajduje się na terenie byłego PGR. Przykre, że ówczesne i obecne władze pozwalają na zabudowę zabytków w ten sposób. Ale z władzą się nie dyskutuje. W trakcie zwiedzania dostrzegamy unijne tabliczki oraz sprzęt budowlany. Zamek jest w trakcie remontu. Wydawało się nam, że będzie to stanowiło przeszkodę. Remontowana część zamku obejmuje obecnie most i zewnętrzne części zamku.
Widzimy, że w środku kręcą się młodzi ludzie. Prawdopodobnie są na wagarach. Piwnice zamku spełniają rolę kryjówki. Widzimy ich przez otwory w piwnicach i pytamy czy uda się nam wejść do środka. Mówią, że wejście do zamku nie stanowi problemu. Pokazują nam, w którym kierunku mamy iść.
Stoimy pod wieżą, do której dojście jest utrudnione przez niewielką skarpę ozdobioną gruzem i gałęziami. Na oko nie jest niebezpiecznie więc wspinamy się ze starszym synem. Wewnątrz wieży widzimy gołe mury. Syn zadowolony, podobają mu się takie ruiny. Znajdujemy się wewnątrz zamku, w części, która kiedyś musiała być dziedzińcem.
Kręcimy się przez chwilę i zauważamy schody prowadzące do piwnic. Kręcimy się przez chwilę po pomieszczeniach, przemieszczając się cały czas długim korytarzem. Na jego końcu widać wyraźne światło wnikające przez duży otwór. Żona wraz z młodym czekała na zewnątrz. Spotykamy się w miejscu gdzie kończy się korytarz. Zwiedzanie zamku jest dość bezpieczne więc możemy wejść wszyscy razem. Kręcimy się jeszcze przez chwilę.
Jeszcze tego samego dnia zwiedzimy inne ruiny. Ale o tym napiszemy w kolejnym wpisie.
Poniżej krótka historia zamku.
Źródło: www.zamki.pl
Miejscowość Otok, wieś pomiędzy Trzebiatowem a Gryficami (zachodniopomorskie). Skusiła nas tajemniczym pałacem, o którym słyszeliśmy niestworzone historie. Pojechaliśmy więc i my. Było to w sierpniu 2016r. (tak z czteroletnim Antkiem, tak Franek był już w brzuchu :)
Pałac obecnie stoi w runie, grozi zawaleniem. Do środka z dzieckiem nie weszliśmy. Udało nam się sfotografować i obejrzeć pałac z zewnątrz. Do obiektu prowadziła wydeptana ścieżka, jednak spora część pałacu była zarośnięta i niedostępna, nawet z zewnątrz.
Łukasz:
Dojście do pałacu nie jest trudne. Samo dojście do niego jest zagadkowe, ponieważ na pierwszy rzut oka go nie widać. Znajduje się ono pomiędzy dwoma domami mieszkalnymi. Kiedy szliśmy do samego "płotu" okalającego pałac, miałem wrażenie jakbyśmy szli przez prywatne podwórka. Dalsza droga prowadzi przez wydeptaną ścieżkę wśród dość wysokich krzewów.
Na jednej ze stron internetowych, czy też for, znalazłem informację, że po drodze znajdują się niebezpieczne studzienki kanalizacyjne. Informacja bardzo przesadnie wyolbrzymiona. Studzienki oczywiście są, ale poza ścieżką. Są bardzo widoczne i zabezpieczone. Oczywiście nie przeczę, że w zaroślach mogą być jakieś ukryte studzienki. Ale jeżeli ktoś decyduje się na ekstremalnie niebezpieczne zwiedzanie to musi wiedzieć o tym, że trzeba uważać gdzie stawia się kolejny krok.
Sam zamek robi ogromne wrażenie. Jego ogromna bryła, wieżyczki, ilość detali. Mimo iż jest on zrujnowany to i tak warto go zobaczyć. Położenie pałacu również wydaje się być przyjemnym dla oka i ucha. Z dala od miast, wokół okoliczne wioski, piękne krajobrazy. Cisza przerywana odgłosami natury.
Jako, że pozostajemy w tematyce rycersko-zamkowej, paluszkiem po mapie padło na Zamek w Swobnicy. Swobnica, to niewielka wieś położona w powiecie gryfińskim w gminie Banie. Dojazd do obiektu nie sprawił nam większej trudności, gdyż z centrum wsi do zamku kierują nas drogowskazy. Oprócz głównego celu wycieczki również zabudowa wsi zasługuje na uznanie. Podziwiać możemy zabudowę mieszkalną (dworki), w większości niestety wymagające remontu oraz szereg zabudów reglowych (pasjonatem jest mój mąż :). We wsi, jak w większości małych miejscowości znajdziemy też placyk zabaw dla dzieci. Dla naszej dwójki urwisów to temat nr 1.
Za wjazdem do kompleksu przywitała nas miła Pani sprzedająca bilety (kosztowały jakieś kilka złotych). Można było również nabyć tam pamiątki: kubki, widokówki, magnesy.
Zamek w Swobnicy-obecnie w ruinie, wzniesiony przez zakon joannitów. Do dziś zachowała się średniowieczna wieża obronna, natomiast część mieszkalna przez kolejne dekady była przebudowywana. Dziś wymaga sporo nakładów finansowych. Jakiś czas temu odnowiono dach budynku, walące się stropy, zapadłe podłogi. Mogliśmy wejść do wybranych pomieszczeń (mimo czerwonej tablicy z ostrzeżeniem: grozi zawaleniem).Obiekt niestety został ogołocony z wyposażenia, zdobień architektonicznych. Częściowo zachowały się sztukaterie na sufitach, szczątki podłóg w niektórych izbach.
Jednak mimo to, warto odwiedzać takie miejsca. Miejmy nadzieję, że obecny właściciel znajdzie chęć i pieniądze na dalsze prace remontowe. [Ewidentnie widać, że zamek nie zdał egzaminu jako fortyfikacja, ponieważ poddał się bezmózgiej hołocie, która jako życiowy cel obrała dewastowanie cudzej własności - przyp. Łukasz]
Wieża obronna - jako punkt widokowy. Odnowiona i wyremontowana. Ja z małym synkiem w chuście zrezygnowałam jednak z wchodzenia na sam szczyt wieży (zbyt strome schody na pierwszej kondygnacji), ale starszak nie mógł doczekać się wejścia właśnie tam. Na górę więc wdrapał się mąż ze starszym synem, to i oni opowiedzą o wrażeniach z góry :) ...
Ja w tym czasie miło spędziłam czas w cieniu jabłonki rosnącej nieopodal wieży. [po zejściu na dół jabłonka stała nadal, ale jakaś taka łysa - przyp. Łukasz]
Łukasz: Widok z wieży zapiera dech w piersiach. Widać okoliczne wioski, zabudowy, korony drzew. Podczas pobytu na szczycie wieży byłem sam z synem, nie było zwiedzających. Dookoła cisza, spokój. Nawet syn stwierdził, że takiej ciszy jeszcze nie słyszał.
Zamek można obejść dookoła wydeptaną ścieżką. Mimo podmokłych/ bagiennych terenów okalających zamek nie uświadczyliśmy ani jednego komara.
Zamek w Swobnicy, zachodniopomorskie, gmina Banie.