piątek, 25 sierpnia 2017

Muzeum Techniki oraz Szczeciński Paprykarz Modelarski - Szczecin (zachodniopomorskie)

Jako pasjonat modelarstwa redukcyjnego chciałbym gorąco polecić jedną z imprez jaka odbywa się co roku w Szczecinie. Imprezę tą mogę polecić nie tylko modelarzom, ale każdemu kto chce wziąć udział w ciekawym wydarzeniu.


Wydawać się może, że tematyka imprezy została skierowana tylko do jednej grupy hobbystów. Otóż, nie. Oprócz samej wystawy prac modelarzy w ciągu dwóch dni prezentowane są wozy bojowe (kilka sztuk), zjeżdżają też rekonstruktorzy wyposażeni w sprzęt i umundurowanie, najczęściej z II wojny światowej. Zawsze istnieje możliwość obejrzenia pojazdów od środka i przeprowadzenia ciekawych rozmów z osobami, które posiadają niemałą wiedzę na temat wspomnianej wojny, sprzętu, umundurowania, itp..

Wystawiane modele mają różną formę. Makiety, figurki, samochody, samoloty, helikoptery, czołgi, budynki, żaglowce. Osoby, które nie interesują się budową modeli na pewno znajdą coś co przykuje ich uwagę i ucieszy oko. Sam osobiście widziałem jak po takiej wystawie ojcowie kupowali synom pierwszy model. Tak, Paprykarz zapewnia też stoiska z dużym wyborem modeli i narzędzi. Wielu zwiedzających wychodziło z jednym lub kilkoma modelami oraz zestawem narzędzi. Hobby czasem bywa zaraźliwe...



Szczecińskiego Paprykarza Modelarskiego polecam nie tylko ze względu na powyższe atrakcje ale i lokalizację. Impreza ma miejsce w starej zajezdni tramwajowej, w której znajduje się ogromna ilość eksponatów, od rowerów, przez motocykle, samochody, autobusy, aż po zabytkowe tramwaje.


Na poniższym zdjęciu widać, wyraźnie, że muzeum spełnia wszelkie wymogi zadowolenia nawet małych obywateli.


Wystawa modelarska jest darmowa.
Wejście do muzeum jest płatne, ale koszt biletu to jakieś grosze.


Łukasz

środa, 23 sierpnia 2017

Pałac - Otok (zachodniopomorskie)

Miejscowość Otok, wieś pomiędzy Trzebiatowem a Gryficami (zachodniopomorskie). Skusiła nas tajemniczym pałacem, o którym słyszeliśmy niestworzone historie. Pojechaliśmy więc i my. Było to w sierpniu 2016r. (tak z czteroletnim Antkiem, tak Franek był już w brzuchu :)
Pałac obecnie stoi w runie, grozi zawaleniem. Do środka z dzieckiem nie weszliśmy. Udało nam się sfotografować i obejrzeć pałac z zewnątrz. Do obiektu prowadziła wydeptana ścieżka, jednak spora część pałacu była zarośnięta i niedostępna, nawet z zewnątrz.


Łukasz:
Dojście do pałacu nie jest trudne. Samo dojście do niego jest zagadkowe, ponieważ na pierwszy rzut oka go nie widać. Znajduje się ono pomiędzy dwoma domami mieszkalnymi. Kiedy szliśmy do samego "płotu" okalającego pałac, miałem wrażenie jakbyśmy szli przez prywatne podwórka. Dalsza droga prowadzi przez wydeptaną ścieżkę wśród dość wysokich krzewów.


Na jednej ze stron internetowych, czy też for, znalazłem informację, że po drodze znajdują się niebezpieczne studzienki kanalizacyjne. Informacja bardzo przesadnie wyolbrzymiona. Studzienki oczywiście są, ale poza ścieżką. Są bardzo widoczne i zabezpieczone. Oczywiście nie przeczę, że w zaroślach mogą być jakieś ukryte studzienki. Ale jeżeli ktoś decyduje się na ekstremalnie niebezpieczne zwiedzanie to musi wiedzieć o tym, że trzeba uważać gdzie stawia się kolejny krok.


Sam zamek robi ogromne wrażenie. Jego ogromna bryła, wieżyczki, ilość detali. Mimo iż jest on zrujnowany to i tak warto go zobaczyć. Położenie pałacu również wydaje się być przyjemnym dla oka i ucha. Z dala od miast, wokół okoliczne wioski, piękne krajobrazy. Cisza przerywana odgłosami natury.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Ruina Zamku Joannitów - Swobnica (zachodniopomorskie)

Jako, że pozostajemy w tematyce rycersko-zamkowej, paluszkiem po mapie padło na Zamek w Swobnicy. Swobnica, to niewielka wieś położona w powiecie gryfińskim w gminie Banie. Dojazd do obiektu nie sprawił nam większej trudności, gdyż z centrum wsi do zamku kierują nas drogowskazy. Oprócz głównego celu wycieczki również zabudowa wsi zasługuje na uznanie. Podziwiać możemy zabudowę mieszkalną (dworki), w większości niestety wymagające remontu oraz szereg zabudów reglowych (pasjonatem jest mój mąż :). We wsi, jak w większości małych miejscowości znajdziemy też placyk zabaw dla dzieci. Dla naszej dwójki urwisów to temat nr 1.
Za wjazdem do kompleksu przywitała nas miła Pani sprzedająca bilety (kosztowały jakieś kilka złotych). Można było również nabyć tam pamiątki: kubki, widokówki, magnesy.

Zamek w Swobnicy-obecnie w ruinie, wzniesiony przez zakon joannitów. Do dziś zachowała się średniowieczna wieża obronna, natomiast część mieszkalna przez kolejne dekady była przebudowywana. Dziś wymaga sporo nakładów finansowych. Jakiś czas temu odnowiono dach budynku, walące się stropy, zapadłe podłogi. Mogliśmy wejść do wybranych pomieszczeń (mimo czerwonej tablicy z ostrzeżeniem: grozi zawaleniem). Obiekt niestety został ogołocony z wyposażenia, zdobień architektonicznych. Częściowo zachowały się sztukaterie na sufitach, szczątki podłóg w niektórych izbach. 




Jednak mimo to, warto odwiedzać takie miejsca. Miejmy nadzieję, że obecny właściciel znajdzie chęć i pieniądze na dalsze prace remontowe. [Ewidentnie widać, że zamek nie zdał egzaminu jako fortyfikacja, poniewpoddał się bezmózgiej hołocie, która jako życiowy cel obrała dewastowanie cudzej własności - przyp. Łukasz]

Wieża obronna - jako punkt widokowy. Odnowiona i wyremontowana. Ja z małym synkiem w chuście zrezygnowałam jednak z wchodzenia na sam szczyt wieży (zbyt strome schody na pierwszej kondygnacji), ale starszak nie mógł doczekać się wejścia właśnie tam. Na górę więc wdrapał się mąż ze starszym synem, to i oni opowiedzą o wrażeniach z góry :) ...

 
Ja w tym czasie miło spędziłam czas w cieniu jabłonki rosnącej nieopodal wieży. [po zejściu na dół jabłonka stała nadal, ale jakaś taka łysa - przyp. Łukasz]

Łukasz: Widok z wieży zapiera dech w piersiach. Widać okoliczne wioski, zabudowy, korony drzew. Podczas pobytu na szczycie wieży byłem sam z synem, nie było zwiedzających. Dookoła cisza, spokój. Nawet syn stwierdził, że takiej ciszy jeszcze nie słyszał.



Zamek można obejść dookoła wydeptaną ścieżką. Mimo podmokłych / bagiennych terenów okalających zamek nie uświadczyliśmy ani jednego komara. 

Zamek w  Swobnicy, zachodniopomorskie, gmina Banie. 
http://swobnica.org/pl/index.html
PS. przy obiekcie znajduje się Toi-Toi.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Papugarnia - Stargard (zachodniopomorskie)

W województwie zachodniopomorskim nie ma ogrodu zoologicznego. Najbliższe zoo znajduje się po stronie niemieckiej w Ueckermünde i Eberswalde (polecam!), kolejne w sąsiednich województwach. Zależało nam na pokazaniu dzieciom jakiś zwierzątek. Przecież nie tylko zabytkami turysta żyje. Wybór padł na Papugarnię w Stargardzie (tak! już nie tym szczecińskim - chyba nigdy nie przestanie mnie to śmieszyć - brawa dla Stargardu). Zatem, w drogę!

Po dotarciu na miejsce, kupiliśmy bilety oraz karmę dla papużek. Pani opiekunka poinformowała nas o kilku zasadach obowiązujących podczas wizyty w Papugarni. Jak się później okazało są one bardzo istotne i bardzo słuszne. Papugarnia - ogromna klatka dla papużek mieści się w dwóch dużych pomieszczeniach. W tym miejscu rządzą papugi - i nie ma sensu polemizować z tym faktem.


Powyższy regulamin nie ma na celu nas straszyć, ograniczać, ale zapewnić bezpieczeństwo zarówno mieszkańcom tego ogrodu jak i nam. Przykładem może być informacja o zdjęciu biżuterii. Miałem na głowie okulary przeciwsłoneczne ze sznurkiem. Chwila nieuwagi i jedna z papug też chciała mieć takie okularki. Nie ten rozmiar, ale jednak nie dawała za wygraną.

Papużki latają i siedzą na gałęziach, jedzą i robią kupki! Nie prawda. Papużki chodzą też po podłodze, która jest wyłożona trocinami. Nie wiem, czego tam szukają, ale musi być w tym miejscu coś ciekawego bo robią to dość często. Trociny wiążą się z kolejną zasadą - nie biegamy. Lepiej tego nie robić. Syn się przekonał dwa razy dlaczego się tego nie robi.

Zostawmy jednak objaśnianie regulaminu i przejdźmy do samych papug. Zwierzęta te są bardzo towarzyskie, nie atakują i nie robią kupek na ramię. Zaraz po wejściu pani opiekunka posadziła mi na ramieniu Kakadu (mam nadzieję, że nie pomyliłem nazwy) oraz Arę na przedramieniu. Przyznam, że byłem trochę zaskoczony, bo chwilę później miałem kolejne papugi na ramionach i rękach, które same zaczęły przylatywać. Wystarczy wysypać odrobinę karmy na dłoń by po chwili siedziała na niej papużka.

Papugi nie tylko jedzą. Zaobserwowałem, że kilka papużek miało jakieś nieuregulowane rachunki i postanowiły, że wyjaśnią swoje spory na moich ramionach. Gdyby tego było mało nie była to jedna para. Inne w tym czasie nadal siedzą na dłoni i jedzą karmę. Inne siedzą na głowie. Te małe zwierzęta w ogóle nie przejmują się obecnością człowieka. Wręcz są zachwycone tym, że są w centrum uwagi.

Podczas wizyty w Papugarni, żona miała młodszego syna (5 miesięcy) w chuście dla niemowląt. Mały był bardzo zainteresowany latającymi zwierzątkami. Widać było jak wodzi wzrokiem za kolorowymi piórami. Ptaki również zainteresowały się małym. Osobiście uważam, że nawet takie małe dziecko powinno od pierwszych dni mieć kontakt ze zwierzętami. (Papużki zaczęły skubać chustę i subtelnie, aczkolwiek nachalnie dobierać się do malutkich paluszków syna :).

Ary - dość krzykliwe ale i bardzo rozmowne ptaki o pięknych barwach. Zostały nauczone kilku słów oraz potrafią "rapować" - jak? Przekonajcie się o tym sami. Ale tak jak mówi regulamin, nie wolno do nich podchodzić bez opiekuna. Przez cały ten czas w zasadzie siedziały one na najwyższych elementach dekoracji. Mają swoje humory i nawet na prośbę pani opiekunki nie chciały zejść na dół. Ale jak każde zwierzątko mają swoje słabości - dają się przekupić orzeszkami.

Przedziwnych zachowań papug jest mnóstwo. Można by je wypisywać bez końca. Śpiewy, piski
a czasem i wypowiadane ludzkie słowa. Wszystko to powoduje, że nie chce się opuszczać tego miejsca. Możliwość bycia tak blisko zwierząt, karmienia ich, uczestniczenia w ich życiu sprawia, że chce się wracać i móc przeżyć to jeszcze raz.

Bardzo gorąco polecamy to miejsce.

Adres:
Papugarnia,
Stargard, ul. Dworcowa 35,
tel. 91 307 04 39
Toalety dla człowieków w środku są :)
https://pl-pl.facebook.com/Papugarnia


niedziela, 13 sierpnia 2017

Zamek - Pęzino (zachodniopomorskie)

Do odwiedzenia Pęzina zachęciła nas sytuacja związana z naprawą samochodu. W związku z tym, że byliśmy w okolicy Stargardu (tak, już nie szczecińskiego! Szczecinie, nie możesz mieć morza i Stargardu też nie), postanowiliśmy zobaczyć co może być ciekawego do zwiedzenia w promieniu kilkunastu, kilkudziesięciu kilometrów. Padło na Pęzino. Wieś położona nad rzeką Krąpielą i Pęzinką. Zadzwoniliśmy pod numer telefonu podany na stronie internetowej (pezino.pl), okazało się, że jest możliwe zwiedzanie.

Mapa w rękę (tak, GPS po raz kolejny zawiódł. Polecam również sieć z plusem i nawigację Google - "połączenie GPS zostało zerwane"), zapas wody i soków dla dzieciaków i w drogę.
Sam dojazd do Pęzina wywołał w nas zachwyt. Piękne krajobrazy, spokojne senne wsie z ciekawymi domami, kościołami i wyglądającymi na bardzo stare obiekty gospodarcze (np. mur szachulcowy - u mnie wywołuje zachwyt - dop. Łukasz).

Dotarliśmy na miejsce. Parking znajduje się na terenie obiektu (nikt nie pobrał opłaty). Weszliśmy do zamku. Bilety nie były drogie, nie pamiętam ceny, ale były to jakieś grosze. Zamiast biletów otrzymaliśmy pamiątkowe pocztówki oraz zakładki do książek. Pani pracująca na zamku poinformowała nas, do których pomieszczeń możemy wchodzić, gdyż część zamku zagospodarowana jest, jako sale imprezowe (wesela, komunie, itp.) oraz pokoje noclegowe.

Zamek został wzniesiony w X-XI wieku jako gród strażniczy. W XIII wieku osada została podarowana templariuszom przez Barnima I. Dalej została przejęta przez joannitów (Zakon Maltański) i rody Borków i Puttkamerów.


Zwiedziliśmy salę rycerską ze zbrojami oraz orężem rycerskim, salę z sukniami z epoki oraz na samej górze komnatę wiedźmy. Nie będziemy psuli zabawy i polecamy zwiedzenie tej ostatniej komnaty. W tym samym skrzydle zamku znajdowało się wejście do baszty. Schody na szczyt baszty są kręcone, stan bardzo dobry, ale ich szerokość może utrudnić wejście z malutkimi dziećmi (żona z maluchem w chuście dała radę wejść na sam szczyt).

Po zejściu z baszty udaliśmy się do sali tortur. Widok dość ciekawy, wystrój wnętrza i narzędzia tortur bardzo fajne. Osobiście nie polecam tego widoku małym dzieciom (nasz syn - lat 5 - jednak był tym zaciekawiony i bardziej interesowało go to, z czego zostały wykonane torturowane postacie - z drewna).
Dalej przyszła kolej na zwiedzenie lochu, gdzie znajduje się kolejna niespodzianka - ale nie psujmy zabawy i nie straszmy nią dzieci.

Obejrzeliśmy jeszcze dziedziniec i wybraliśmy się na spacer dookoła całego zamku. Na zewnątrz znajduje się ruina kaplicy (niedostępna do zwiedzania, ale można zajrzeć przez drzwi do środka).


Sam spacer dookoła wywołuje miłe uczucia. Zieleń, szum rzeki, mały stary mostek, widok starych murów zamku i ich detali, wszystko to robi spore wrażenie.



Obiekt tego typu (obronno-mieszkalny) jako jeden z nielicznych w zachodniopomorskim zachował się w bardzo dobry stanie. Zamek i jego okolica są zadbane. Bardzo zachęcamy do odwiedzenia tego miejsca. Polecam też spacer po wsi, na terenie którego znajduje się również kościół z XV-XVI w. oraz stare obiekty gospodarcze.
PS w obiekcie znajduje się współczesna toaleta dla zwiedzających. Często to bardzo istotne. :)


Zamek zwiedzaliśmy w połowie sierpnia 2017

Pierwszy wpis

Witajcie

Kilka słów o nas. Jesteśmy rodziną zapaleńców (2+2), którzy za życiowy cel obrali sobie zwiedzanie zapomnianych lub mało uczęszczanych, ale i pięknych atrakcji turystycznych.

Planując urlop zawsze zastanawialiśmy się jakie miejsce wybrać by wypocząć, zwiedzać, cieszyć się wolnym czasem. Dzieci i praca nie zawsze pozwalały nam na wyjazdy w odległe od domu regiony. Staraliśmy się zwiedzać to co było możliwe w okolicy, czyli w województwie zachodniopomorskim. Znajomi, rodzina, pytali nas co można ciekawego zobaczyć w naszym regionie. 

Niestety portale turystyczne czy inne strony reklamowe polecające atrakcje turystyczne zawierały informacje o najbardziej komercyjnych atrakcjach. Przeszukaliśmy wspomniane informatory i okazało się, że wszystkie posiadają te same powielane informacje. Przez co wszystkie te obiekty są oblegane przez turystów. Kolejki, wysokie ceny biletów, obiekty przepełnione turystami. Na miejscu jedno wielkie rozczarowanie.

W dzieciństwie "przymuszony" byłem do zwiedzania właśnie takich miejsc - Zakopane, Kraków czy też inne stolice turystyki. Na samą myśl by ponownie odwiedzić takie miejsce mdli mnie. Zapłacić niemałe pieniądze za nocleg, stać kilka godzin w kolejce do jakiejś "atrakcji" - nie dla mnie. Zarówno w województwie zachodniopomorskim jak i całej Polsce są piękne miejsca, zapomniane, nieoblegane przez turystów. Piękny krajobraz, cisza, spokój. Na łamach naszego bloga będziemy starali się Wam przybliżyć właśnie takie miejsca.

ZACHODNIOPOMORSKIE TO NIE TYLKO KURORTY I PLAŻA!
SZCZECIN NIE LEŻY NAD MORZEM!
;)

UWAGA! Wpisy nie są zamieszczane w porządku chronologicznym.